Aktualności z Polski - 28. wrzesień 2011 |
W czasie mojej ostatniej wizyty w gminie Łódź miałam okazję spotkać się ponownie z siostrą Zofią Adamkiewicz. Zosia jest naszym wieloletnim członkiem i emerytowanym nauczycielem. Jest również woluntariuszką w domu opieki dla osób starszych w Łodzi.
Zosia jest niezwykle ciepłą i otwartą osobą. Z jej oczu promienieje szczęście i miłość oraz chęć niesienia pomocy bliźnim.
Dlatego też wcale nie zdziwiło mnie kiedy zaczęła opowiadać historię o p. Krysi, 60-letniej osobie, która straciła chęć do życia. Przestała jeść i poruszać się. Zaledwie w kilka tygodni temu zadała Zosi bardzo ważne pytanie: „Co dzieje się z człowiekiem po śmierci?” Zosia uprzedziła ją kim jest i w co wierzy i opowiedziała na jej pytanie. Odpowiedź dała p. Krysi nadzieję i uśmiech wrócił na jej twarz. Obiecała, że zacznie jeść i ćwiczyć chodzenie. Poprosiła również, żeby odwiedzili ją misjonarze.
Druga historia dotyczyła p. Janki, która porzucona przez rodzinę mieszkała w domu opieki. Miała dwóch synów ale oni od wielu lat nie kontaktowali się z nią. Potrafiła jedynie opisać miejsce, gdzie mogą mieszkać.
W pewną niedzielę, po spotkaniach w kościele, Zosia postanowiła odszukać synów Janki. Prosząc o pomoc i wskazówki naszego Ojca w Niebie stanęła w końcu przed drzwiami mieszkania, gdzie jak się okazało, mieszkał jeden z synów. Następnym razem kiedy Zosia odwiedziła p. Jankę wykręciła numer telefonu do syna i połączyła go z jego matką. Przez telefon padły słowa: „Mamo kocham Cię. Synku kocham Cię.” Po prawie 10 latach syn odwiedził matkę w domu opieki.
Niestety, kilka tygodni później p. Janka doznała kolejnego wylewu i zmarła. Zosia uczestniczyła w uroczystości pogrzebu, po którym podszedł do niej syn p. Janki, aby podziękować za jej służbę i pomoc w odnalezieniu matki przed jej śmiercią. Dzięki pomocy przepełnionej miłością i chęcią służenia duszy, odnalazło się dwoje innych ludzkich dusz, jeszcze zanim jedna z nich opuściła to życie.
Czasami chyba nawet nie zdaję sobie sprawy, jak wiele jest samotnych i porzuconych przez rodziny osób. Jak wiele osób cierpi z powodu samotności. Wierzę w to, że my jako chrześcijanie możemy wyciągnąć pomocną dłoń do choćby jednej samotnej osoby, która znajduje się w zasięgu naszej pomocnej dłoni. Pomyślmy o tym.
A Zosi dziękuję za jej prawdziwie Chrystusowy przykład.
Urszula Czesak